W sierpniu 2006 roku minęło 25 lat jak rozpocząłem pracę w Bibliotece
Uniwersyteckiej. I niejako sam sobie w prezencie odnalazłem w zbiorach
Biblioteki rękopiśmienny pamiętnik mojego Ojca. Znalazł się on w nieopracowanym
zbiorze pamiętników pisanych w latach 1947/48 przez studentów Uniwersytetu
Poznańskiego i Akademii Ekonomicznej. Nie dotarłem jeszcze do instrukcji o
której wspomina nagłówek wspomnień ale można się domyślać, że piszący te
wspomnienia mieli opisać gospodarkę okupanta na terenach, na których spędzili
wojnę. Niektórzy robili to na 1-2 kartkach z zeszytu, wspomnienia Ojca to
kilkanaście stron gęstego, mało czytelnego maszynopisu. Jestem ciekaw czy już
wtedy myślał o studiach ekonomicznych? Bo skąd te notatki. ? Czy są to dane dla
ruchu oporu, w którym uczestniczył? Ciekawe, że nic na ten temat nie ma w
krótkim życiorysie. Ani też o wywiezieniu do Rosji. Zapewne już wówczas zdawał
sobie sprawę, że upublicznienie tego fragmentu życiorysu, przekreśli możliwość
studiowania.
Mam nadzieję, że ten tekst zainteresuje i wzruszy nie tylko nas ale i
innych członków naszej Rodziny. Bo sam dowiedziałem się z niego wielu ciekawych
rzeczy o Ojcu, wszak sam bardzo niechętnie wracał we wspomnieniach do tych
czasów.
Pozostawiliśmy
pamiętnik bez zmian, nie ingerując w pisownię, składnię tekstu. Mam nadzieję,
że starsi wytłumaczą młodszym, że kw to nasze kwintale. A i z innymi
sformułowaniami nie będzie problemu.
Z tekstem pisanym
na starej i zniszczonej maszynie dzielnie walczyła dla nas nasza córka
Agnieszka, która przepisała całość.
Andrzej Jazdon
Pamiętnik z czasów
okupacji niemieckiej, napisany przez Jazdona Włodzimierza przy pomocy
instrukcji opracowanych przez Komisję Historyczną Poznańskiego Towarzystwa
Przyjaciół Nauk.
Urodziłem się 29
sierpnia 1925 roku jako syn urzędnika gospodarczego w Koszkowie, gm. Borek,
pow. Gostyń. Do wybuchu wojny ukończyłem dwie klasy gimnazjalne w Jarocinie. W
czasie wojny przebywając jako wysiedlony na G. G. przerobiłem i ukończyłem
trzecią i czwartą klasę i 16.6.44 r. zdałem egzamin równoważny małej maturze.
Wysiedleni zostaliśmy 14.3.1940 r. po dwumiesięcznym pobycie w barakach w
Poznaniu zostaliśmy przewiezieni 15.5.40 r. na teren G. G., do Biard, gm.
Dąbie, pow. Łuków. Była to wieś o przysłowiowej nędzy podlaskiej, a mimo tego
stosunek miejscowej ludności do wysiedlonych był bardzo szczery i serdeczny.
Dawali to, na co ich było stać. Mieszkając później na terenach powiatów:
Puławskiego i Lubelskiego z przykrością stwierdziliśmy fakt, że mimo dużo
większej zamożności ludzie byli mniej ofiarni i chętni.
Z wspomnianych już
powyżej Biard, wyjechałem razem z rodzicami w październiku 1940 r. do
Charlejowa, gm. Serokomla, pow. Łuków, gdzie ojciec pracował jako urzędnik
gospodarczy do 22.4.42 r. Z powodu wydzierżawienia Charlejowa został
przeniesiony do maj. Swidno, gm. Godów, pow. Buławy. Majątek ten należał do
"Liegenschatfwerwaltung Lublin". W ciągu pierwszych dwóch lat nie podlegałem
jeszcze ściśle władzy Arbeits Amt'ów, nie pracowałem, nie interesowałem się
specjalnie rolą, a starałem się raczej zarabiać.4.42 prowadząc na własną rękę
drobny handel. Z powyżej wymienionych przyczyn pominę w mych wypowiedziach
pierwsze dwa lata wojny, a postaram się dać szczegółowy obraz stosunków rolnych
w latach 1942, 43, 44, które spędziłem w Świdnie pracując jako praktykant
rolny.
Majątek Świdno był
przed wojną własnością żydowską i trzeba przyznać, że znajdował się w wysokiej
kulturze rolnej, wyjątkowej w tych stronach, gdzie więcej liczono na samą
jakość gleby, aniżeli na pracę włożoną w celu jej uprawy. Jako własność
żydowska został skonfiskowany już w 1939 r. Początkowo rządził osobiście jakiś
Niemiec (podobno na swój rachunek, za zasługi wojenne). W maju 1940 r. został
przejęty przez Liegenschatf Lublin, któremu był też bezpośrednio podległy aż do
kwietnia 1942 r. W tym czasie przyłączono go do tzw. Oberleitung'u (Oberleitung
- zespół majątków). Siedziba naszego oberleitung'u mieściła się w Ratoszynie, pow.
Lublin. Bezpośrednim naszym zwierzchnikiem był oberleiter - niejaki Zoberbir,
pułkownik S.S. za swój niezwykle agresywny stosunek względem Polaków, a
specjalnie Żydów, został zastrzelony przez polską partyzantkę w sierpniu 1943.
Był to czas, gdy każdy Niemiec był drogi i potrzebny dla armii, dlatego też na
jego miejsce przysłano Polaka, starszego pana, byłego właściciela majątku z
Pomorza.
Wszystkie poniżej
podane liczby są ścisłe, gdyż czerpałem je z notatek, które pozostały mi z
owych trzech lat.
116. Zmiany w
obszarach zasiewanych poszczególnymi gatunkami roślin.
Przede wszystkim
zaznaczyć należy, że ziemia w majątku była bardzo dobra: popielica - lekka do
uprawy, a wydajna w sprzęcie. Gospodarka była prowadzona w systemie trójpolówki
częściowo czteropolówki. Jakkolwiek w papierkowej robocie duży nacisk kładli na
prawidłowe płodozmiany, to w praktyce nie zważali specjalnie w jakiej
kolejności one po sobie następowały. Główny nacisk kładli Niemcy na obsiewanie
jak największych obszarów pola zbożami, oleistymi, burakami cukrowymi, a ze
zbóż główny nacisk kładli na żyta. Rzepaku, którego w tym majątku nie siano
zupełnie, od roku gosp. 42/43 musieliśmy siać 12-13 ha. Np. w roku 42 udał się znakomicie dając około 200 kw. Z pola o obszarze 12,56 ha. Buraków cukrowych sadzono w roku 42/43 o 50-60% więcej, niż w roku 1939. W 43/44 r. kazano
jeszcze powiększać o 50%, tak, że w stosunku przedwojennym obszar zasadzony
burakami wzrósł o całe 100%. W owym okresie malejących wpływów niemieckich, gdy
gwałtownie malała liczba zatrudnionych w majątkach niemieckich robotników.
Którzy przestali obawiać się łapanek, ciężko było z tak dużym obszarem buraków,
które wymagają b. dużo ręcznej pracy. Mimo pierwszorzędnej gleby i
sprzyjających warunków nie pozwolono siać dużo pszenicy, główny nacisk kładąc
na żyto jako podstawowe zboże chlebowe. W 41/42 r. musieliśmy sadzić także
cykorię, która udawała się różnie. W 43/44 r. zrezygnowano powodu trudności w
odstawianiu, z uprawy cykorii na korzyść cebuli i marchwi. Później kazano nam
siać groch, aż w 43/44 r. przyszła najgorsza rzecz to znaczy koks-sagis,
roślina, która miała zastąpić gumę. Jak wielką pokładali Niemcy nadzieję w tej
roślinie i jak odczuwali szalony brak gumy, o tym może świadczyć fakt, że
nadzór nad plantacjami koks-sagis miało S.S. w Świdnie siano go około 2 ha, lecz mimo tak surowego nadzoru nic się nie udało. O ile mi jest wiadomym to w całej naszej
okolicy sprawa koksa-gisu utknęła na martwym punkcie. Ja sadzę ,że było w tym
trochę sabotażu, trochę nieznajomości rzeczy, lecz przede wszystkim obawa
gospodarzy przed dodatkową pracą, której i tak było dosyć. Przy końcu wojny
musieliśmy sadzić cebulę, fasolę, marchew - karotkę. Dla przykładu podam znane
mi dane dotyczące ilości poszczególnych gatunków zbóż sprzątniętych w roku
42/43 i 43/44. (cyfry oznaczają ilości wyrażone w wozach), oraz ilość ziemi
obsianej poszczególnymi gatunkami w 43/44r.
|
Zboża/lata
|
42/43
|
43/44
|
|
Żyto
|
320
|
526
|
|
Pszenica ozima
|
171
|
135
|
|
Pszenica jara
|
79
|
65
|
|
Jęczmień
|
44
|
32
|
|
Owies
|
21
|
………
|
|
Mieszanka
|
136
|
180
|
|
Rzepak
|
280
|
150
|
|
Groch
|
……..
|
180
|
|
Razem
|
1051
|
1268
|
Wozy trzeba
rozumieć średniej wielkości, nie tak duże jak w Wielkopolsce, gdzie jeździ się
po szosach i niedaleko.
Obszar ziemi wzięty
pod uprawę poszczególnych zbóż w 43/44 r.:
|
Zboża
|
Wielkość obszaru
w ha
|
|
Żyto
|
24,27
|
|
Pszenica zim.
|
12,50
|
|
Jęczmień
|
6
|
|
Mieszkanka
|
18,22
|
|
Groch Folgera
|
13,56
|
|
Kartofle
|
15,40
|
|
Rzepak zim.
|
12,56
|
|
Koniczyna
|
25
|
|
Lucerna
|
1,74
|
|
Koks - sagi
|
2
|
|
Buraki cukrowe
|
20,12
|
|
Buraki pastewne
|
3
|
|
Marchew
|
2
|
|
Fasola
|
2
|
|
Cebula
|
3
|
|
Razem
|
161,37
|
Zmiany w obszarach
zasiewanych zbóż następowały również w związku z zamiarami Niemców, by siać jak
najwięcej elit, czyli zbóż uznanych przez Izby Rolnicze. Zresztą leżało to w
interesie samych gospodarzy, gdyż za zboże siewne płacono ceny o 400% wyższe od
cen kontyngentowych i przydzielano większe ilości sztucznych nawozów jak
również towarów premiowych. Niestety, dostarczane przez Spółdzielnie ziarno
siewna rzadko kiedy było w dobrym gatunku, gdyż uznanie zboża za siewne
następowało często przy kieliszku, po znajomości lub też za lepszą łapówką. Nie
zawsze też ziarno, choćby naprawdę wysokiego gatunku nadawało się, czyli mogło
wydać odpowiednio wysokie plony, w zmienionych warunkach glebowych i
klimatycznych danej okolicy.
117. Zmiany w
stanie zwierząt domowych.
Zmiany w stanie
zwierząt były duże i to z różnych powodów. Np. koni było w Świdnie w normalnych
czasach 24 - 28. w początkach wojny pozostało 20 - 22. w 1942 r. zredukowała
się ta liczba do 18. Odtąd często powtarzały się komisje, podczas których
zabierano najlepsze konie na podwody lub też wprost do Niemiec. Liczba koni
stale malała, mimo, że stosowano różne sztuczki, by ominąć wszelkie nakazy i
zakazy niemieckie. Pozostały konie stare, schorowane, które nie wytrzymywały
wzmożonej pracy i coraz więcej padały, tak, że 1.9.1942 r. pozostało w Świdniu
14 koni. Niemcy chcieli zamiast koni wprowadzić w powszechny użytek woły, ale i
ta impreza nie bardzo się udała, gdyż w Lubelszczyźnie nie miano do wołów
przekonania, nie umiano się z nimi obchodzić, a zresztą nie mogły być one
całkowicie wykorzystane ze względu na swe powolne tempo pracy. Ziemia lubelska,
dobra- a niekiedy gliniasta wymaga w pewnych okresach roku np. wiosną szybkiego
wykonania pracy, gdyż w przeciwnym razie staje się twardą skorupą nie do
pokonania: nie do obrobienia. Woły, które mogą pracować dużo i wytrwale, ale
nie szybko, nie mogły temu zadaniu rzecz oczywista sprostać, dlatego też nie
cieszyły się wielka popularnością,. W Świdniu było wołów 8. Były to woły
dostarczane przez Węgrów - bardzo silne, zdrowe i mocne, ale równie powolne.
Poszczególni gospodarze na wsi, dopiero w końcowych latach wojny zdecydowali
się używać do zaprzęgu krów w miejsce koni. Jakkolwiek w Wielkopolsce używano
już tego sposobu dawno, to na terenie Lubelskiego uważano sobie za wstyd, gdy
miano pracować krową. Choć sam głodował, ale konie trzymać musiał. Sądzę, że
dużą rolę grał tu pewien sentyment do koni, oraz ta staropolska, kawalerska
fantazja. W ogóle mało mamy realizmu gospodarczego, co w Lubelskim dało się
zauważyć w specjalny sposób. Mało praktyczności i tej zaciętości nieustępliwej
w każdej pracy- więcej próbowania na ślepo, stawiania wszystkiego na jedną
kartę.
Ogólny
stan bydła zwiększył się w Świdniu, gdyż całą oborę zaliczano do zarodowych co
uchroniło ją przed rekwizycją. Było to pięknie bydło rasy nizinnej - czerwone polskie
o wyjątkowym procencie tłuszczu. W dniu 1.8.1943 r. było: 24 krów, cieląt
starszych i młodszych około 40. przy hodowli trzody chlewnej główny nacisk
kładziono na maciory, które przez prosięta przynosiły duży dochód. Tuczników
nie hodowano, gdyż były później trudności z ich sprzedażą.
W 1943 roku na
jesieni sprowadzono do Świdna 14 owiec, które hodowano wyłącznie dla wełny.
Podaję
stan głównie z jesieni 1942 roku, gdyż w późniejszym czasie stan inwentarza
począł błyskawicznie maleć, aż doszło do tego, że w 26.7.44 pozostało w całym
majątku na około 230 ha: 6 wołów (stanowiły one wtedy jedyną siłę pociągową), 1
byk, 4 krowy i kilka cieląt. Ani jednego konia, owcy i świni. Przyczyną tego
nagłego spadku liczebności inwentarza byli partyzanci, którzy w czasie od
1.8.1942 do 26.6.1944 roku zabrali 28 koni, 27 macior starych, ok. 40
warchlaków, 62 sztuki bydła (łącznie z cielętami), 16 owiec i 11 wozów
kompletnych z uprzężą. Najbardziej szkoda tych pięknych krów, które przez
Niemców nie były zabrane, gdyż od końca 43 r. nie było ich u nas widać, a które
mogły się stać podporą tak bardzo zniszczonych polskich dóbr. Tym bardziej ich
szkoda, że niewielka część została zabrana przez prawdziwą partyzantkę, która
starała się zabierać sztuki mniej ważne gospodarczo, a zabrały je męty, które
korzystając z ogólnego zamieszania szukały jak najwięcej własnych korzyści.
118. Wysokość
kontyngentu dla poszczególnych działów produkcji i ich stosunek do całej
produkcji.
Wysokość kontyngentu dokładnie nie mogę określić, gdyż u
nas, jako w majątku Liegenschaftu'u odstawiało tyle, ile było. Niekiedy mniej
lub więcej, w zależności od rozporządzeń obereitera, który niekiedy z jednego
majątku odstawiał wszystko, a z drugich mniej. Np. w roku 41/4 odstawiliśmy
około 900 - 1000 kw zboża - w tym: 200 rzepaku, 520 pszenicy, reszta żyta i
owsa. W 42/43 odstawiliśmy: 152,01 rzepaku, 198,44 żyta, 284 kw pszenicy zim. z
której 174,75 Wysoko Litewki poszło wyłącznie na siew dla pobliskich wsi, które
równowartość musiały odstawić do spółdzielni. Ilości odstawionego zboża malały,
gdyż dużo znikało. Np. od 25.9.43 r. do 26.7.44 zostało zabrane przez
partyzantkę: 43 kw pszenicy, 37 kw żyta, 45 kw mieszanki (dla koni), czyli
razem ok. 125 kw zboża.
Mleka
odstawialiśmy zawsze mniej niż nakazywano, od 35- 80% (45-120 litra). Było to około 50 % dziennego udoju.
Kontyngent
mięsny wypełnialiśmy bardzo słabo. Np. cieląt odstawialiśmy 15-20% tylko te,
które nie nadawały się do hodowli. "Na lewo" oberleiter cieląt nie sprzedawał,
gdyż nie opłaciło się, a coś trzeba było na kontyngent od czasu do czasu dać.
Cielę, wagi ok. 50 kg płacono 35-55 zł. A na
lewo do 1000 zł. Od 1 maciory trzeba było oddać 50% miotu, a najmniej 6 sztuk
rocznie. Z Świdna odstawiono przez całe trzy lata od kilkunastu macior 22
sztuki po 40 - 50 zl. Był to bardzo nikły procent, lecz 1 prosię koszt np.:
4.11.42. = 250 zł, 31.3.43.=750 zł, 30.4.43.=900 zł. Później już prosiąt nie
mieliśmy, gdyż zabrakło macior.
Słomy i
ziemniaków nie odstawialiśmy, gdyż sami nie mieliśmy za dużo. Poważnym
obciążeniem była w roku 41,42,43 zwózka drzewa. Były to kloce od 2 do 3,5 m3, a trzeba je było wozić około 25 km. Ogółem wywieźliśmy na przeciętnie 7 par koni,
przez te trzy lata, po 40 m3 drzewa.
119. Sposoby
wprowadzania produktów na wolny rynek i rozmiary tego.
Bezpośrednio
na wolny rynek sprzedawaliśmy tylko prosięta, hodowlane byczki i jałówki. Cena
prosiąt bardzo się wahała, ale stale wzrastała, gdyż rósł popyt na
niekolczykowane prosięta wobec coraz większej bezkarności na skutek
wzrastającej niemocy okupanta. Tak jak trudno było w roku 41/42 znaleźć sztukę
niekolczykowaną, tak samo trudno było w roku 43 lub 44 znaleźć sztukę z
prawdziwym kolczykiem, gdyż fałszywe miały prawie wszystkie. Przekładano
kolczyk z sztuki na sztukę , lub tez chowano niekolczykowane w najróżniejszych
skrytkach.
Pośrednio
wychodziło od nas dość dużo zboża, ale to wszystko tylko na zamianę na : cegły,
deski, gwoździe, papę, części do żniwiarek,, za reperację szorów, na spłacenie
cieśli pracujących przy budowie nowej świniarni. Tak np. w styczniu - marcu 43
roku za 1000 cegieł= 700 - 900 zł, płacilismy150 kg jęczmienia. Cena loco
tartak w Kraśniku - 24 km od majątku: 1 m3 desek ¾ c=900 zł, 5/4 c=1300 zł, 6,4 c=1300. czego nie można było kupić na przydział to
kupowało się za produkty rolne płacąc w przeliczeniu: cukrem, grochem, pszenica
- w zależności od tego co kto potrzebował. Czasami robiło się handel zamienny
za zgodą oberleitera, niekiedy bez jego pozwolenia, ale najczęściej to
proponował on sam, gdyż tylko w ten sposób można było uzupełnić luki istniejące
w majątkach. Abstrahując od stosunków rolnych, trzeba stwierdzić, że Niemcy
właśnie w ten sposób, że przedstawiali bardzo często za siebie Polaków
wykupywali resztę surowców, czy też gotowych wyrobów, których nie mogli
podciągnąć pod kontyngent lub też po prostu zrabować.
120. przydziały
ziarna siewnego, nawozów, węgla, smarów i
innych materiałów pomocniczych, ich jakość w stosunku do zapotrzebowań.
Przez
cały trzyletni okres przydzielono 35 kw owsa siewnego, 12 kw jęczmienia -
resztę zbóż siano z własnych zbiorów.
Nawozów
sztucznych dostarczały wszystkie te firmy, z którymi zawieraliśmy kontrakty np.
firma Franek - na cykorię, cukrownie - na buraki cukrowe, spółdzielnie- na
elity wzgl. Inne zboża siewne. W pierwszych dwóch latach wojny nawozów było
bardzo dużo i Niemcy usilnie propagowali ich używanie, lecz w roku 43 sprawa ta
uległa znacznemu pogorszeniu. Np. w roku 43/44 mieliśmy następujące ilości
nawozów:
|
Nawóz
|
Ilość [kg]
|
|
Soli 50%
|
2300
|
|
Soli 20%
|
1700
|
|
Kainit
|
600
|
|
Tomasówki
|
5300
|
|
Saletry wapniowej
|
5000
|
|
Saletry amonowej
|
600
|
|
Razem
|
15500
|
|
|
|
.
Węgla dostawaliśmy
tyle ile było potrzebne do młócki.
Nafty nie
dostawaliśmy wcale, do palenia używaliśmy ropy, którą przydzielono do motorów.
Zapotrzebowanie na
smary w 75% pokrywaliśmy z zakupów na wolnym rynku.
Duże ilości materiałów
budowlanych przydzielanych do budowli nowej świniarni sprzedawał oberleiter, na
lewo, a nam kazał kupować na wolnym rynku.
Jakość towarów
zależała od miejsca pochodzenia i drogi jaką dany towar przechodził.
121. Przydziały
importowanego spoza kraju bydła.
Przydziały
bydła miały miejsce w Świdniu zaraz po zakończeniu działań wojennych. Później
przestano dostarczać, gdyż rozpoczęła się już działalność partyzantki.
122. Akcja
Kreislandwirtów oraz agronomów gminnych i wiejskich i jej faktyczne wyniki
Akcja
Kreislandwirtów dotyczyła przede wszystkim ilości zbóż, które należało
dostarczyć na kontyngent. Oni je naznaczali i odpowiednio nastraszali ludność,
by je wypełniała w 100%. Akcja ta dawała jaki taki wyniki do 1942 roku. W roku
43, o ile kreislandwirt chciał jechać na wieś, to musiał brać odpowiednie
ubezpieczenie. Bardzo często miały wtedy miejsce tzw karne ekspedycje, które
ograbiały wieś z wszystkiego, co nie było dobrze skryte.
Majątki
Liegenschaftu były kontrolowane przez oberleiterów, a Kreislandwirt jeździł
raczej po majątkach prywatnych, gdzie właściciel musiał służyć mu dobrą wódką,
no i odpowiednim pakuneczkiem do domu. Różnie też sprawowali swoje funkcje
agronomowie gmin lub wiejscy. W początkowych latach wojny byli to często
ludzie, którzy chcieli robić przy tym własne interesy. W 1942-43 roku sprawa ta
została unormowana przez odradzające się siły Polski Podziemnej, tak że ich
faktyczną czynnością było tylko wypełniane setek różnych spisów, arkuszy, czyli
czysto papierkowa robota.
123. Faktyczna
wysokość przydzielanych premii i ich zużycie.
Początkowo
do 42/43 roku wydawano premie w zależności od sumy pieniężnej - procentowo. Np.
100 kg żyta koszt 27 zł, w takim wypadku premia wynosiła: 0,5 litra wódki, za 4-5 zł towarów tekstylnych oraz za 1-2 zł skóry. Z biegiem czasu powiększono
ilość wódki, zmieniono system premiowania. Za 100 kg żyta dostawało się : 2 punkty na tekstylia, żelazo, wódki, papierosy, a po 1 punkcie na skórę
i porcelanę. Jeśli chodzi o zboże to premiowanie było niskie. Najlepiej
premiowany był tytoń. W roku 43-44 premie były tak wysokie, że plantatorom nie
opłacało się sprzedawać tytoniu na lewo. Kalkulowali oni wtedy w ten sposób. Ze
odstawiali na kontyngent tytoń gorszej jakości, a lepszy sprzedawali na wolnym
rynku.
Majątki
Liegenschaftu premii nigdy nie odbierały bezpośrednio. Wszystko musiało iść
przez oberleitung, który rozdzielał je na poszczególne majątki. Tłumaczono to
tym że były majątki, które nie odstawiły zboża i nie dostały premii. Niestety
większość z tych premii nie dochodziło do majątków, tym bardziej u nas gdzie
oberleiterem był znany w całej naszej okolicy ze swego złodziejstwa: Zoberbier.
O ile premie przyszły, to trzeba było robić dwie listy na których odbiór danych
tworów musiał być pokwitowany. Listy te trzeba było robić na każdego
odbierającego imiennie, nie można było rodzinami. Mniej więcej wartość
przydziałów rocznych można by określić w wartości zwykłego ubrania roboczego
plus 1 parę bielizny. W ostatnim roku zaczęto praktykować wydawanie premii w punktach,
co było o wiele dogodniejsze dla pracowników, pracowników jeszcze więcej dla
rozdającego, który niekiedy nie wiedział jak rozdzielić np. dziecięce
pończoszki lub tez kilka metrów płótna na które wszyscy mieli ochotę.
124. Ogólne uwagi o
wynikach okupantów, zwiększenie produkcji rolnej i hodowlanej.
Jak już
zaznaczyłem, na początku majątek w Świdnie posiadał rolę w wyjątkowo wysokiej
kulturze, dlatego wszystkie wysiłki szły raczej na utrzymanie takiego samego
stanu. Nie było to rzeczą łatwą, jeśli się uświadomi szalony brak koni, które
były niezbędne do starannego uprawiania gleby. Produkcja rolna nie uległa u na
wybitnemu zwiększeniu. Lepiej przedstawiała się hodowla do roku 43. przed
wszystkim podniesiono poziom hodowli przez racjonalny dobór i staranny wychów
potomstwa. Nie miało to jednakowoż ostatecznie żadnego znaczenia, gdyż w 95 %
zostało nam bydło zabrane przez partyzantkę.
Duże
zwiększenie produkcji rolnej można było zauważyć u gospodarzy, którzy chcąc
sprostać wysokim kontyngentom musieli starać się o lepsze zbiory. Hodowla na
wsi upadła z powodu wysokich kontyngentów mięsnych.
126. Zmiany w
liczbie zatrudnionych robotników w stosunku do czasów przedwojennych;ich płace
pieniężne w naturze i towarach premiowych, oddzielnie dla poszczególnych
kategorii pracowników. Rola tych wynagrodzeń w kosztach produkcji.
Zmiany
w liczbach zatrudnionych pracowników miały przede wszystkim miejsce w
początkowych latach wojny. Liczba ta się powiększała ze względu na
niebezpieczeństwo wyjazdu do Niemiec. Byli to przeważnie synowi i córki
gospodarzy z pobliskich wiosek. Nie zmieniał się przez cały okres wojny liczba
deputatników. Brak ludzi zaczęto odczuwać w 43 - 44 roku i radzono sobie na to
w ten sposób ze dużą część pracy wykonywano w sposób akordowy. Duża liczba
pracowników nie znaczyła wcale, że wykonano dużo pracy. Pracowano w myśl
zasady: jaka płaca taka praca.
Deputatnicy
otrzymywali zboże nie w ilości przewidzianej przez kontrakt, lecz 10 kg na każdą osobę - bez względu na to czy było to dziecko czy tez starszy człowiek. Różnicę z
kontraktem, która powstawała w ten sposób regulowano pieniędzmi po cenie
kontyngentowej co powodowało duża stratę dla ilościowo małych rodzin. W tych 10 kg liczono już i żyto i pszenice. Jęczmienia wydawano po 150 kg, a więc tyle ile przewidziały normy dla ogółu ludności. Wynagrodzenie pieniężne wynosiło na cały rok: dla
zwykłego fornala - 200 zł, dla karbowego - 240 zł. Płace te nie zmieniły się
przez całą wojnę. W 43/44 dodano tylko co miesiąc 1 litr wódki, za który potrącało się 13.20, a która na wolnym rynku kosztowała 120 - 150 zł, lecz
która rzadko kto sprzedawał. Niemcy dobrze o tym wiedzieli i dlatego tylko ją
dali. Później dodano jeszcze 1 kg cukru po 1,60, na lewo kosztował 45-65 zł.
Urzędnik dostawał
250 zł gotówką
Potrącano 23
zł ubezpieczalnia
39,60
3 litry wódki
12,80
8 kg cukru
Zboże dostawali
urzędnicy tak samo jak i wszyscy, to znaczy po 10 kg na osobę.
Praktykanci, czy
podwórzowi stołowali się zwykle u urzędników, którzy pobierali za nich deputat.
Ogółem dostawali
Gotówką 100
3 kg cukru 180
1ltr wódki 120
Razem 400
Chłopacy
na dniówkę dostawali aż do 1943 roku tylko 3 zł, dziewczęta 2 zł. W 43
dołożono pierwszym za 1 dzień przerobiony po 3 dkg cukru, a dziewczętom po 2
dkg, za które trzeba było płacić po 1,60 za 1 kg. Niekiedy mieli przyznawane np.: po żniwach, za sianie nawozów sztucznych, za koszenie łąki
specjalne premie w zbożu, które zazwyczaj zużywali na wspólną zabawę.
Zasadniczo płaca była mała, gdyż niewiele różniła się od płacy przedwojennej.
Na gwiazdkę i
Wielkanoc przydzielano zwykle na osobę po ½ litry wódki, 1 kg cukru, 80-120 papierosów, czasami po ½ litry oleju, kawałku mydła, proszek do prania,
cykorię lub kawę Franck'a - zależnie od posiadanego zapasu szczerej woli
oberleiter'a
Premie
w postaci gotowych materiałów lub też punkty na materiały były wydawane równo
każdemu pracującemu. O ile ktoś miał dostać więcej to szło na osobną listę z
uwzględnieniem przyczyn.
Stelmach,
kowal był majątkowy - płatni wg kontraktu. Inne, konieczne roboty jak np.
krycie dachów załatwiało się w sposób akordowy.
128. Wyniki
finansowe gospodarstwa w poszczególnych latach i ich odbicie w stanie
zadłużenia oraz w stanie warsztatu rolnego (stan ziemi ornej, lasów, inwentarza
żywego i martwego)
Dokładnych
wyników finansowych w poszczególnych latach podać niej jestem w stanie,
ponieważ główne książki prowadziło się w oberleitungu. Majątek Świdno mimo że
dużo budował jednakowoż długów nie miał. Główną przyczyną tego dodatniego
bilansu to duża liczba prosiąt sprzedanych na wolnym rynku. Ogólnie wiem, że
majątki Liegenschaft'y pracowały z wielkimi deficytami. Duże koszty produkcji
(z braku koni motory), a małe dochody. Np.: nasz oberleitung Ratoszyn miał
około 500 000 zł. długu w distrikcie.
Stan
ziemi ornej uległ pewnemu pogorszeniu przy końcu wojny, gdy partyzantka zabrała
większość koni. To samo dotyczy się stanu bydła, którego pozostało w całym
majątku tylko 4 sztuki. Wtedy nie było już ani czym zrobić, ani czym nagnoić.
Lasy
wszędzie uległy strasznej dewastacji. To tylko trzeba przyznać, że resztki
starano się wykarczować i sadzić nowy las. Starano się o wykorzystanie każdego
kawałka.
Wielkim,
czystym, jedynym zyskiem dla majątku było zwiększanie się inwentarza martwego.
Przede wszystkim zbudowano świniarnie z parnikiem, szopę do nawozów i ładownie.
Do parnika sprowadzono nowoczesne urządzenia, powiększyła się liczba pługów,
bron i innych sprzętów gospodarczych. Opłotowano całe podwórze i ogród.
Nie
można właściwie mówić o wynikach całokształtu lat wojennych okupacji. Dosłownie
co rok zmieniały się warunki i okoliczności. Nikt nie mógł nic przewidywać i
planować. Tak samo nie można też i dziś podać tylko samych suchych cyfr: że,
tyle a tyle było na początku wojny. A tyle na końcu. Brak np. krów w Świdnie
nie był spowodowany przez złą gospodarkę, lecz przez działania wojenne. Ogólnie
stwierdzić należy, że robota nie szła. Nie mogła iść dobrze, gdy pracownik był
głodny (co zdarzało się mimo iż była to wieś) i gdy wiedział że pracuje dla
okupanta. Niewypełnienie obowiązków stało się najważniejszym zadaniem każdego
pracownika i przez te smutne pięć, sześć lat tak to weszło ludziom w krew, ze i
do dziś daje się to niestety często zauważyć. Jest to jedna z najgorszych
rzeczy, którą należy też zapisać na ujemnym koncie okupanta.